Tegoroczny sezon był bardzo nietypowy. Przede wszystkim zaczął się dużo wcześniej niż zwykle: pierwszy wystające z ziemi wypustki szparagów można już było zobaczyć pod koniec marca! Chociaż uprawiamy głównie bardzo wczesną odmianę, Gijnlim, zwykle szparagi nie pokazywały się wcześniej jak w drugim tygodniu kwietnia, a zbiory zaczynaliśmy najwcześniej w trzecim lub czwartym tygodniu. Rekordowo wysokie temperatury na początku kwietnia sprawiły, że już od drugiego tygodnia tego miesiąca zaczęliśmy sezon.
Wiosenna pogoda lubi jednak płatać figle i w tym roku kwiecień pokazał swoją prawdziwą naturę: po dość długim okresie temperatur ponad 20 stopni Celsjusza nastąpił ich znaczny spadek i pojawiły się nawet przygruntowe przymrozki. To sprawiło, że szparagi, które już ruszyły, musiały nagle zahamować. Co ciekawe, niskie temperatury wpłynęły też na ich wygląd: zachowywały na dużej długości różowo-fioletową barwę, która jest normalna przy pojawianiu się wypustek szparagów zawierających antocyjany, ale znika wraz ze wzrostem długości pędu.


Co ciekawe, takie różowe szparagi nie były przemarznięte, a po poddaniu obróbce termicznej (gotowaniu, smażeniu itd.) przybierały zielony kolor. Tak dzieje się też z purpurowymi odmianami szparagów, które pojawiły się w ostatnich latach.
Wyjątkowo wczesny sezon również wcześnie się skończył: zakończyliśmy zbieranie szparagów już w ostatnich dniach maja.
